Teksty na każdy temat (reklama apartamenty zakopane ,Kontenery biurowe )

W takim razie wracajmy do domu. Jutro trzeba będzie trochę polatać. W trzecim dniu zawodów Maris zbudziła się przed świtem. Chłód i mrok wytrąciły ją z równowagi. Uświadamiała sobie, że coś jest nie w porządku. Ktoś dobijał się do drzwi. Maris odezwała się śpiąca na sąsiednim łóżku S'Rella. Mam otworzyć? Maris nie widziała jej. Do świtu było jeszcze dużo czasu, a poza tym nie paliła się żadna świeca. Nie szepnęła Maris. Cicho. Bała się. Walenie w drzwi nie ustawało ani na chwilę. Przypomniała sobie martwe dzięcioły, które im podrzucono, i zastanawiała się, kto stoi po drugiej stronie drzwi o tej porze i z tak wściekłą zawziętością usiłuje skłonić gospodynie do ich otwarcia. Wygramoliła się z łóżka i poczłapała przez pokój. Pomimo ciemności zdołała odszukać ostre narzędzie, którego użyła do odcięcia ptaków. Ot, zwykły nożyk, nie nadający się do walki, ale poczuła się pewniej. Tak wyposażona, odważyła się podejść do drzwi. Kto tam? zapytała. Kto tam? Walenie ustało. Raggin odezwał się ktoś tubalnym głosem. Maris nie wydawał się znajomy. Raggin? Nie znam żadnego Raggina. Czego chcesz? Jestem z Żelaznej Siekiery powiedział nieznajomy. Znasz Vala? Tego, który się u mnie zatrzymał? Maris przestała się bać i natychmiast otworzyła drzwi. Mężczyzna widoczny w gwiezdnej poświacie był chudy i przygarbiony. Miał haczykowaty nos i niechlujny zarost. Nagle Maris przypomniała sobie, kim jest: barmanem z tawerny Vala. O co chodzi? Stało się coś złego?

(Reklama: )



\